Bartosz Lenar Homepage/Blog


Compiz Fusion- wrażenia

Opublikowane w kategorii Software w dniu 1 sierpień, 2007

Trójwymiarowy pulpit; coś co wg. zatwardziałych linuksowców spędza sen z oczu użytkownikom Windows Vista, którzy skazani są na nędzne pseudo-trójwymiarowe efekty zaimplementowane przez Microsoft. Używałem wcześniej Beryla, lecz Compiz Fusion i tak zrobił na mnie wrażenie. Ale tylko pierwsze. Potem było raczej gorzej…

Środowisko pracy 3D jest na swój sposób użyteczne. Szczególnie do gustu przypadła mi kostka i cztery niezależne pulpity, które można wykorzystywać wedle uznania. Na przykład na jednym przeglądamy internet, na drugim piszemy projekty w C++, na trzecim mamy cały czas uruchomionego PIMa, a na czwartym czuwa w trybie pełnoekranowym odtwarzacz multimedialny.
Nie ma mowy o zgubieniu się. Wystarczy najechać kursorem na prawy górny róg ekranu, a wszystkie okienka pięknie nam się wyskalują na ekranie; wystarczy jeden klik, aby kostka obróciła się odpowiednio, oraz wskazany program “wypłynął” na powierzchnię.
Przeglądanie uruchomionych aplikacji za pomocą “ALT+TAB” też nabiera nowego koloru kiedy pokazuje nam się trójwymiarowy folder, z którego wychodzą karty- skalowane okna.

Do przyjemnych, acz mniej użytecznych funkcji należy rozciąganie okien, przezroczystości, płynne przekładanie pomiędzy pulpitami, ładne cienie, obrazowe animacje najprostszych czynności jak minimalizowanie/maksymalizowanie, płynne pojawianie na ekranie itp. Jednym słowem; wielkie eye-candy. No i linux rulz.

A teraz godzinka prawdy. Compiz Fusion to na tę chwilę wersja MOCNO testowa i póki twórcy nie zoptymalizują kodu na tyle, że będzie można używać środowiska 3D na równi ze starym, dwuwymiarowym- nie widzę sensu w instalacji.
Powodów jest kilka. Ale główny jeden; wydajność. Nie ma co ukrywać tego, iż Compiz Fusion po prostu spowalnia pracę systemu. Na początku maskuje to bardzo dobrze pierwsze wrażenie, “achy i ochy”, ale naprawdę znaczny przyrost prędkości czuje się dopiero po usunięciu Compiza z dysku.

Posiadam wcale nie najgorszą kartę graficzną, bo jest to Galaxy GeForce 7300GT 128MB DDR3. Model jest fabrycznie podkręcony, na rdzeniu siedzi cooler Zalman, a na wszystkich kostkach pamięci radiatory również tej firmy.
Na moim sprzęcie (Athlon64 3200+, 1024MB DDR2 Kingston 667mhz) mogę bez problemu grać w Obliviona, i to wcale nie na najniższych detalach, bo np. z włączonym antyaliasingiem oraz efektami wody.

Zatem karta, która udźwignie Obliviona z takimi graficznymi bajerkami, nie jest w stanie sobie poradzić z trójwymiarowym pulpitem…?
Duże rozczarowanie. Zwłaszcza, że np. podczas rotacji sześcianu wskaźnik wykorzystania procesora wzrasta do ok 50%. Czyżby zatem CF do obliczeń zmuszał jednostkę główną, a nie graficzną? A miało być odwrotnie.

Kolejnym względnie denerwującym problemem jest przewijanie większych powierzchni, co drażni przede wszystkim w Firefoksie. Mówiąc prościej; firefox po prostu skanuje strony zamiast przewijać. I nawet wyłączenie globalnego panga, czy uruchomienie compiza z parametrem –loose-binding wiele nie pomaga.

Nie piszę tego wszystkiego aby zniechęcić kogokolwiek do Compiz Fusion. Wręcz przeciwnie; zainstalujcie i przekonajcie się jakie możliwości osiągniecie przy dodaniu środowisku pracy kolejnego wymiaru. Pamiętać należy jedynie, że wydajność leci na łeb na szyję. Co prawda u mnie nie było tego odczuć nachalnie podczas normalnej pracy; ot, raz na jakiś czas gubiło parę klatek. Nie mniej jednak po deinstalacji Compiza, system nabrał “kopa”. I za poprzednim stanem nie tęsknię.

Chciałbym zaznaczyć również, że polepszenie stanu rzeczy jest z pewnością również sprawą konfiguracji. Przecież można powyłączać połowę opcji, zmniejszyć odświeżanie itp. Ale czy naprawdę o to chodzi? Mimo, iż lubię babrać się w plikach konfiguracyjnych- w tym wypadku po prostu odpuściłem.

Kończąc ten wywód; Compiz Fusion to środowisko przyszłości. Niestety, na razie w dosłownym tego zdania znaczeniu. Poczekajmy na oficjalną stabilną wersję, która będzie płynnie odtwarzać okienka nie tylko na Core2Duo i GeForce z serii 8.

Yakuake- ciekawy sposób na konsolę

Opublikowane w kategorii Software w dniu 26 lipiec, 2007

Przeglądając kde-apps natrafiłem na ciekawą aplikację, mianowicie Yakuake.

Jest to konsola, która cały czas działa w tle, a rozwijana jest klawiszem F12 (ale to kwestia umowna- można zmienić).
Na początku trochę sceptycznie, bo przyznam, że często korzystam z klawisza “Open Terminal” w Dolphinie- później coraz przychylniej patrzyłem na ten ciekawy dodatek. Czasem chciałoby się wykonać szybko jakąś komendę, albo sprawdzić komunikaty które wyświetla jakaś Xowa aplikacja- wtedy taki bajer jest nieoceniony. W pierwszym wypadku nie ma nawet co wyjaśniać- jest to wręcz stworzone do szybkich komend. W drugim- możemy bezpiecznie uruchomić aplikację z konsoli, a później zwinąć ją i wywołując jedynie kiedy nam potrzebna.

Sam Yakuake posiada pełną funkcjonalność Konsole, w tym takie udogodnienia jak zakładki właśnie trwających sesji.

Komenda instalacyjna, jak zawsze:

sudo apt-get install yakuake

Telefonia VoIP, SIP, Twinkle - krótko i treściwie

Opublikowane w kategorii Software w dniu 14 lipiec, 2007

Ostatnio zdarzyło mi się mięć potrzebę używania telefonii VoIP. Korzystam usług ipfon, więc postąpiłem początkowo wedle instrukcji, interesując się aplikacją o nazwie X-Lite. Jak się szybko okazało, był to wielki błąd.

XLite bardzo ładnie wygląda, bez problemu też pozwolił się uruchomić (producent zapewnił użytkownikom linuksa wersję natywną dla ich systemu), po czym zaczęły się schody. Menu opcji jest tak niewygodne i tak zagmatwane, że po chwili ręce opadają. Konfiguracja- ba! samo przeglądanie tych “zakładek”- to czynność mogąca pretendować do kary za grzechy.
Lecz był to początek schodów. Po półgodzinnym zmaganiu z “opcjami”: kiepska- żeby nie powiedzieć beznadziejna- jakość dźwięku, bez względu na użyte kodeki. Nie wiedzieć czemu kiedy tylko nadchodziło połączenie przychodzące, XLite tracił wszelkie porozumienie z serwerem dźwięku, nie wykrywając ni głośników, ni mikrofonu. Nie pozostało nic innego- delete.

Po krótkich poszukiwaniach, trafiłem na Linphone, oraz Twinkle. Nie mam zamiaru zagłębiać się w kwestie techniczne, bo można poczytać na ich temat pod przytoczonym linkiem. Największe wrażenie (po zapoznaniu się z w/w opisem) zrobił na mnie Twinkle, ale poszukiwałem również czegoś co ładnie zintegruje się z KDE.
Linphone odpadł w przedbiegach. Być może to konfigurowalna aplikacja, ale ja nie mogłem zamknąć okienka z podglądem obrazu z kamerki (której nie mam, co skutkowało dosyć ohydnym powiadomieniem). Nie licząc tego interfejs programu był trochę “GIMPowy”, czyli rozbity niepotrzebnie na okienka, nie było też ikonki w tray’u. Choć przyznam się, że Linphone miałem tylko kilka minut i jeśli istnieje coś co niweluje tamte wady- zwracam honor.

Choć nie bardzo mnie to interesuje… być może zachowam się jak windowsowiec, ale mając jako drugą aplikację coś takiego jak Twinkle, komenda sudo apt-get remove linphone była tylko kwestią czasu. Powiem w skrócie; jeśli korzystasz z VoIP za pomocą protokołu SIP, to Twinkle jest bardzo, bardzo dobrym wyborem. Niech nie zwiedzie was spartański wygląd. Tak naprawdę program ten jest bardzo rozbudowany, posiada dwie linie telefoniczne, wszystkie potrzebne opcje w zasięgu ręki, łatwo i przyjemnie się go konfiguruje. Bardzo dobrze działa z KDE, żółta gwiazdka siedzi posłusznie w tray’u i powiadamia dymkiem o nadchodzącej rozmowie podobnie jak Kopete (czyli z przyciskami do odbioru i ignorowania rozmowy).

Być może nie jest to opis techniczny, a bardziej reklama- ale trudno. Twinkle bardzo mi przypadł do gustu, jeśli szukasz programu do VoIP, a google przysłał Cię akurat na mój blog- to wiedz, że właśnie tę aplikację Ci polecę.

PS. Oczywiście, komenda instalacyjna to

sudo apt-get install twinkle

Dolphin - ciekawy manager plików

Opublikowane w kategorii Software w dniu 20 czerwiec, 2007

Dolphin to mały, lekki manager plików, którego możemy używać standardowo zamiast Konquerora. Pokuszę się nawet o porównanie, że Dolphin przy Konquerorze to tak jak kiedyś Firefox przy Mozilli Suite.

Popularności przysporzy mu z pewnością fakt, iż będzie on standardową przeglądarką plików w nadciągającej czwartek wersji środowiska KDE. Ja postanowiłem ustawić go jako główną tego typu aplikację w systemie już po kilku chwilach użytkowania. Posiada wszystko to co potrzebne do wygodnego, szybkiego przeglądania plików. Jednym kliknięciem można otworzyć konsolę ustawiając jej pozycję dokładnie w katalogu w którym akurat się znajdujemy, za pomocą jednego przycisku otworzymy dany folder na prawach roota itp.

Dolphin posiada również bardzo funkcjonalny sidebar, zawierający podstawowe informacje o zaznaczonym pliku (nazwa, podgląd…), ale także szereg innych opcji jak pakowanie do archiwum, szybka konwersja formatów (co szczególnie przypadło mi do gustu; zaznaczamy np. plik jpg, wybieramy z rozwijanej listy w sidebarze format PNG, akceptujemy, po czym mamy już utworzoną kopie we wskazanym formacie), obracanie obrazka, czy też wysłanie zaznaczonego pliku jako załącznika maila.

Tak więc wpisujemy w konsoli

sudo apt-get install dolphin

, po wpisaniu hasła mamy już w zasadzie działający manager. Aby był on domyślną przeglądarką, należy

otworzyć Konquerora -> prawym klawiszem myszy na dowolny folder -> Properties -> przy linijce z Type: Folder klikamy Edit file type -> zaznaczyć na liście Dolphin i kliknąć Move up, tak aby znalazł się na samej górze

Teraz pozostaje konfiguracja, swoją drogą bajecznie prosta, więc nie ma sensu abym się nad nią rozwodził. Poza tym każdy lubi co innego.

Gnash- alternatywa dla Flash Player

Opublikowane w kategorii Software w dniu 12 czerwiec, 2007

Krótko chciałbym wspomnieć o projekcie Gnash- czyli odtwarzaczu animacji flash wbudowanych w strony internetowe. Numer wersji to 0.8.0 alpha, jednak na tym stadium rozwoju potrafi już poradzić sobie z filmikami youtube. No cóż- życzę powodzenia, z kilku powodów;

  • Aktualnie nie ma dobrego odtwarzacza flash przeznaczonego na platformę linux. Ten oficjalny jest strasznie ociężały i posiada ogromne wymagania jeśli chodzi o procesor. Podczas przeglądania normalnych- wcale nie “wypaśnych” witryn- wskaźnik zużycia jednostki centralnej wachał się w granicach 50%. Podczas gdy podczas zwykłej pracy rzadko przekroczy 20% (pomijam tutaj wyjątkowe sytuacje, które z oczywistych względów muszą zajmować moc obliczeniową, jak odtwarzacze filmów, programy archiwizujące, itp.).
  • Projekt jest opensource, co wróży mu szybki rozwój i- kto wie- możliwości być może wyższe niż pierwowzór.
  • Stąd już tylko krok (choć niemały) do prawdziwie profesjonalnego projektanta flash dla środowisk alternatywnych.

Chwilowo tylko o tym wspominam, gdyż nie mam czasu na głębsze testy, nie mniej jednak obiecuję, iż przetestuję Gnasha przy pierwszej sposobności.

Nero dla Linuxa v3

Opublikowane w kategorii Software w dniu 27 marzec, 2007

Ahead zapowiada wydanie trzeciej wersji Nero dla systemu operacyjnego Linux. Nieco dziwne posunięcie, ale pozytywne przynajmniej ze względu na przykład, jaki korporacja ta daje pozostałym firmom w branży. Przykład, że na linuksa też można z powodzeniem wydawać swoje produkty- i to wcale bez oznak ascetyzmu- na tym po prostu się zarabia.

Jednak zdania wśród społeczności wydają się być mocno podzielone, a raczej nieprzychylne Ahead. Czemu? Ponieważ na platformie pingwina od dawien dawna istnieje już K3B (btw w ostatnich dniach wyszła stabilna wersja 1.0), który oferuje w dziedzinie nagrywania płyt bardzo porównywalne możliwości do Nero Burning Rom. A przy okazji jest za darmo. Ahead porywa się zatem z łopatą na już dawno rozkopany grunt.

Mimo wszystko osobiście cieszę się z rozwoju wypadków. Przede wszystkim jest to znak, że na linuksie można zarobić. Świadczy o tym już trzecia wersja aplikacji NeroLinux. Najbardziej chyba pożądanymi aplikacjami, których chcą linuserzy są produkty firmy Adobe (Photoshop i FlashMX) . Ich transport na tę platformę systemową na pewno odprawiłby na ten Linuxa tysiące projektantów/programistów. Potajemne umowy gigantów? Niewykluczone. Lenistwo programistów? Również. Oby się to- jedno czy drugie- szybko skończyło.