RussianOS- Narodowy linux
Linux.pl zamieścił na swojej stronie ciekawego newsa dotyczącego decyzji rosyjskiego rządu. Otóż zamierza on stosować Linuksa w szkole, na dodatek swoją własną wersję, RussianOS.
“W 2008 roku rosyjskie oprogramowanie zostanie przetestowane w trzech pilotowych regionach: Tomskim, Permskim i Tatarstanie. Zaś do 2009 roku rodzime oprogramowanie zostanie zainstalowane na każdym szkolnym komputerze” - powiedział Leonid Reiman. - “Obecna strategia polegająca na instalacji Windows na szkolnych komputerach jest niekorzystna z dwóch powodów: ekonomicznego - ze względu na koszty licencji, oraz strategicznego - młodzi ludzie są od początku uzależniani od platformy i produktów jednej firmy, chociaż są one popularne i wygodne w użytkowaniu.”
I jest to nadzwyczaj ciekawa informacja. Z jednej strony wreszcie mamy państwo, które zrozumiało ideę, oraz potencjał jaki tkwi w rozwiązaniach OpenSource. Cytowany Leonid Reiman wypowiada się wręcz jak rdzenny linuksowiec, przytaczając flagowe argumenty społeczności związanej z wolnym oprogramowaniem.
Co mnie jednak zastanawia? Otóż to, iż technologia oparta na OpenSource po raz pierwszy chyba w historii będzie na taką skalę wykorzystywana przez totalitarne państwo (jakim w gruncie rzeczy jest Rosja). Otwarty kod to możliwość wklejenia tam kilku “niespodzianek” dla uczniów w stylu programy szpiegujące, itp. Umowa GPL? Sądzę, że będzie równie twardo respektowana jak prawa autorskie (vide AllOfMp3), zresztą komputery mogą mieć zainstalowane zupełnie inne buildy.
To są tylko gdybania i nie zmierzam w kierunku oskarżania Rosji o jakiekolwiek podobne praktyki. Nie widzę na pierwszy rzut oka sensu takich cichych zagrań- choć patrząc na przeszłość tego kraju trudno zostać całkowicie wolnym z odczuwania podejrzeń… Prawdą jest jedynie iż powstanie pierwszy narodowy Linux będący w państwowych szkołach. Jeśli do tego dodamy, iż w kraju totalitarnym, to otrzymamy ciekawy kawałek z historii IT, który naprawdę warto obserwować.
Kolejna bzdura informatyczna “zjednoczonej Europy”
Przeczytałem newsa na LinuxNews dotyczącego sprzedaży komputerów z systemami operacyjnymi. Grupa “ekspertów” za otrzymywane chorze wysokie wynagrodzenie pobierane z pieniędzy podatników ustaliła między sobą, iż w interesie konsumentów jest, aby komputer w momencie zakupu nie mógł posiadać zainstalowanego systemu operacyjnego.
I teraz posiadamy dwa punkty widzenia; z jednej strony można krzyknąć “to świetnie!”, gdyż linux miałby większe szanse zaistnieć na desktopach.
Z drugiej jednak strony musimy spojrzeć obiektywnie na podany temat. I abstrahując już od faktu, iż decyzja ta jest całkowicie niezgodna z zasadą wolnego rynku, gdyż to jaki produkt zostanie wyprodukowany i zakupiony jest WYŁĄCZNIE sprawą pomiędzy producentem a klientem…
Wracając do sedna; pomysł jest bzdurny i jak zwykle można zastanowić się, gdzie “eksperci” popełnili akcję przynoszącą korzyść kasie “Unii”. Problemu absolutnie to nie rozwiąże, gdyż Microsoft przecież nie odda swojej pozycji na rynku i przy takiej zaporze po prostu umówi się z producentami laptopów, aby dołączali system w formie płytki do swojego sprzętu. To wszystko.
Wszystkim wiedzie się tak samo (każdy laptop jest posiada w zestawie płytkę z MS Windows), jedynie użytkownicy mają pod górkę, gdyż obecnie WSZYSCY są zmuszeni do instalacji systemu od początku. Niezależnie, czy ich umiejętności na to pozwalają. Zawsze można poprosić kolegę informatyka, ale przecież- jak zwykle zresztą- decyzja “ekspertów” ma służyć ludzkości. Tymczasem- również jak zwykle- tylko uprzykrza życie.
Ktoś chyba spostrzegł tą bezsensowność, gdyż dodał:
Przedstawia [raport] również propozycję rozwiązania problemu monopolu - system operacyjny byłby instalowany przy pierwszym uruchomieniu komputera. Wraz ze sprzętem dostarczany byłby zestaw odpowiednich sterowników. Eksperci przewidują, że producenci informowaliby o certyfikowanych systemach operacyjnych, obsługujących dany sprzęt.
Jak już wspomniałem. Razem z 99% sprzętu dostarczany byłby system Microsoft Windows, wraz z “odpowiednimi sterownikami” właśnie do tego systemu. Producenci, zaprzyjaźnieni z gigantem z Redmond, informowaliby o certyfikowanych systemach obsługujących dany sprzęt, których lista zamknie się w paru punktach, a w każdym wystąpi słowo “Microsoft”.
Tezę o prawdopodobnym zwiększeniu skali piractwa komputerowego raport obala argumentami o istnieniu mechanizmów aktywacji oprogramowania, wskazuje również, iż firmy jak Adobe i Symantec odnoszą sukcesy na rynku bez potrzeby dostarczania ich oprogramowania wraz ze sprzętem.
Kolejna bzdura do kwadratu. Istnienie mechanizmów aktywacji oprogramowania? Niech szanowni “eksperci” wskażą choć jeden niezłamany jeszcze przez inteligentnych ludzi zwanych potocznie hakerami, przykład takiego mechanizmu. Bo ja być może coś przeoczyłem.
Porównywanie Microsoft (głównie producenta OS’ów) z Adobe i Symantec’iem, które to zajmują się odpowiednio grafiką oraz bezpieczeństwem- jest głupie. Może szanowni “eksperci” przegapili moment sprzed około 25 lat, w którym informatyka rozdzieliła się na wiele osobnych dziedzin, takich jak właśnie wspomniane systemy operacyjne, oprogramowanie graficzne, poprawiające bezpieczeństwo, ułatwiające korzystanie z sieci, tworzenie dokumentów itp, itd…
Nie można wrzucać całego IT do jednego worka, co w wykonaniu ludzi uznawanych za fachowców jest po prostu żałosne.
MS Office OpenXML odrzucony przez ISO
Względnie dobra wiadomość. Jednak czy do końca? Wszyscy znamy sytuację w Szwercji, w której na dzień przed głosowaniem przybyło mnóstwo nowych członków, z których wszyscy głosowali za przyjęciem rozwiązania Microsoftu.
Polski komitet nie lepszy przecież- po odrzuceniu OOXML przez jedną komisję, zebrała się druga, która format jednomyślnie poparła. I to wnioski z tej drugiej komisji zostały brane w głównej mierze pod uwagę w głosowaniu, po którym Polska oficjalne oddała swój głos jako “Tak, z zastrzeżeniami”. Stanowisko tego typu jest niczym więcej tylko “Zgadzamy się, a nasze komentarze możecie oddać na makulaturę” jak to gdzieś na necie przeczytałem…
W nowym roku całość ma zostać poddana pod kolejne głosowanie, który- przewiduję- zatwierdzi format OpenXML. Oby się tak nie stało, lecz w świetle dotychczasowych przykładów widać dokładnie, że druga decyzja zawsze była pozytywna. Być może takie cyrki dzieją się aby podnieść cenę (ups… chciałem napisać “podnieść WARTOŚĆ”) pakietów partnerskich jakie otrzymają uczestnicy głosowania od Microsoftu?
Teoria niemalże dla zwolenników STD (spiskowej teorii dziejów).
Autopatcher zakazany
Microsoft zakazał Autopatchera. Decyzja co najmniej dziwna z racji tego, iż przez cztery ostatnie lata nie zgłaszano żadnych pod tym względem skarg. Argumentacja? Otóż taka, iż użytkownik może być pewien oryginalności i bezpieczeństwa pobieranych patchy tylko i wyłącznie, jeśli pochodzą one bezpośrednio od Microsoft.
A więc mały komentarz; korporacja z Redmond postąpiła głupio. Autopatcher jest bardzo wygodnym narzędziem nie tylko dla zwykłych użytkowników, ale i dla administratorów. Ci pierwsi mogą oszczędzić czas przy instalacji poprawek po każdej z niekończących się “reinstalacji”, co więcej- mają możliwość zaaplikowania najnowszych patchy jeszcze przed pierwszym połączeniem z internetem. Co jest niezwykle- w przypadku MS Windows- ważne.
Administratorzy zaś operując jednym plikiem mogą oszczędzić bezsensownego pobierania aktualizacji dla każdego systemu z osobna. Dystrybując tylko Autopatcherem, oszczędzają czas, oraz łącze.
Zgadzam się, zgodnie z licencją podobne przedsięwzięcia są nie do końca legalne, ale usunięcie tak wygodnego dla wszystkich produktu to- jak wspomniałem- głupota. Zwłaszcza, że Microsoft nie proponuje własnej alternatywy.
Czyżby potężna korporacja nie miała wystarczająco pieniędzy, aby po prostu przejąć Autopatchera i rozwijać go bezpiecznie pod własnymi skrzydłami. I wilk syty i owca cała.
Jeśli ktoś natomiast argumentuje to faktem, iż Autopatcher jest dostępny bez weryfikacji autentyczności- to się myli. Windows Update otwiera się nawet przed posiadaczami Linuksa, nie mówiąc już o znanych w kręgach usenetowych sposobach na ominięcie nigdy nie skutecznych zabezpieczeń Microsoftu.
Osobiście też żałuję, gdyż kiedy korzystałem z Windowsa (a miałem wersję 2000 Pro), Autopatcher był głównym źródłem wszelkich poprawek z racji tego, iż wolałem nie uruchamiać Internet Explorera.
Dzieci Neostrady
Odjęło mi mowę.
http://www.luzior.pl/f/1894/Dzieci,Neostrady,D
Kliknijcie, jednak zostaliście ostrzeżeni, iż może to poskutkować tragicznie na waszą psychikę.
Przy okazji jeszcze dodam, iż ten przedstawiciel gatunku ludzkiego, który na teledysku jest w czerwonej koszulce i okularach- jest od dziś moim straszakiem.
Mroczna lista mrocznych internautów
Z pewnością większość pamięta Ryszarda Nowaka i jego kretyńską listę zespołów muzycznych propagujących satanizm. Czemu kretyńską? Bo ten jakże inteligenty człowiek uznał, że lepiej od ludzi wie, czego oni mogą słuchać i jakie treści przyjmować bez uszczerbku na swoim duchowym doświadczeniu. Iście ojcowska troska przemawia przez niego, kiedy ogłasza listę wykonawców, którzy wg. niego propagują satanizm. Cóż za podziwu godna opiekuńczość…
A przy okazji socjalistyczna głupota. Jeśli ktoś lubi “mroczną” muzykę i zespoły, których członkowie noszą czarne płaszcze, barwią na biało swoją wytatuowaną pentagramami skórę i przejeżdżają językiem po gryfach gitar podczas koncertów- to jest to całkowicie zgodne z prawem. Pomijam oczywisty fakt, iż w 99,99% tego typu cyrki są “satanistycznie”, a nie satanistyczne. Jest to jeden z nurtów muzycznych, a nie religijnych. A pentagramy, czerń, wampiryzm, krew, odwrócone krzyże służą jedynie podkreśleniu mrocznego charakteru granych nut. Niczemu więcej. Dobry przykład uszczerbku całego społeczeństwa na skutek jednego człowieka, który wszystko przyjmuje diabelnie poważnie.
W każdym razie to nie koniec genialnych pomysłów Pana Ryszarda. Po fali krytyki jaka przelała się przez Sieć, Pan Nowak chyba uznał, iż jest to działanie mrocznych sił działających w odwecie na jego prawe, paladyńskie czyny. Teraz po Internecie krąży wiadomość, iż ma powstać lista internautów, którzy głoszą zgubne satanistyczne poglądy. Rozumiemy przez to oczywiście sprzeciwianie się nadinteligentnym wizjom p. Nowaka.
Tak więc cóż mogę rzec; rejestr “niebezpiecznych” użytkowników sieci jest po prostu debilny (może to mocne słowo, ale mimo to go użyje) i świadczy o całkowitym braku wiedzy na temat technologicznych realiów. Już nawet nie chce mi się tłumaczyć dlaczego, ale mimo wszystko zrobię to w nadziei, iż zostanę do tej chwalebnej listy dopisany.
- Po czym Panie Nowak chcesz Pan rejestrować użytkowników? Po loginach? W ciągu minuty mogę napisać kilkanaście satanistycznych wiadomości pod różnymi pseudonimami.
- A może po adresach IP? Pomijając to, iż połowa Polski ma ADSL, musiałby Pan wpisać wszystkich użytkowników chociażby sławnej Neostrady. Nie inaczej tylko dlatego, iż jakiś satanista po napisaniu swoich mrocznych propagand może zresetować połączenie i … mocą księcia ciemności jego adres IP się zmieni. Ależ to ZŁE, prawda?
- Kontynuując temat IP; proponowałbym dodanie jeszcze na swoją listę wszystkich serwerów proxy świata. No bo przecież podstępni sataniści mają możliwość tunelowania swojego połączenia przez jakiś serwer o innym IP! Jak widać ich działalność zostaje usankcjonowana przez antychrysta, który pomaga swoim sługom pokonywać Pańskie święte blokady!
- Temat choćby kafejek internetowych zostawiam bez wspomnienia. Nie warto; nie chcę być odpowiedzialny za utratę posad wszystkich pracowników kawiarenek w całym kraju, kiedy Pan Nowak każe je pozamykać powołując się na satanistyczne propagandy zeń płynące.
Ale jeśli Pan, Panie Nowak znajdziesz jakiś sposób na skuteczną rejestrację jakiegokolwiek użytkownika internetowego, to proszę- podziel się Pan z nami, zwykłymi technologicznymi głąbami. I przebacz nam, że słuchamy The Doorsów, Sex Pistols, czy Trubadurów!
Microsoft versus Komisja Europejska
W ostatnich miesiącach mogliśmy obserwować sprawę sądową korporacji Microsoft, która stanęła przeciw (tfu!) Komisji Europejskiej. Szanownej (tfu!) Komisji nie spodobało się to, iż Microsoft dołącza do swoich systemów operacyjnych aplikacje takie jak Windows Media Player. Błąd wg. (tfu!) Komisji tkwi w tym, iż Microsoft stosuje praktyki monopolowe, wykorzystuje swój udział w rynku aby zatamować konkurencję na polu odtwarzaczy multimedialnych. Hmmm…
Uważam się za “linuksowca”, ale to nie zwalnia mnie (ani nikogo) od logicznego, racjonalnego myślenia. Jestem też liberałem, dlatego- jak dało się poznać- pałam otwartą niechęcią do wszelkich unijnych struktur, od których zionie socjalistyczną zgnilizną.
W tej też sprawie popieram w całej rozciągłości Microsoft. Dlaczego? Zapraszam do dalszej lektury.
Pierwszą istotą sprawą jest to, iż Microsoft wypuszczając własny produkt, ma całkowite prawo do kształtowania swojego w końcu produktu tak, jak jemu się to podoba. Podobnie jak fabryka samochodów wypuszcza swój produkt, pragnąc by był jak najbardziej kompletny- tak samo Microsoft dołącza do Windowsa odtwarzacz Windows Media Player, oraz Internet Explorer. I nie ma w tym nic złego.
Może oczywiście paść argument; WMP i IE nie da się z systemu odinstalować, a są to dziurawe programy, narażające na niebezpieczeństwo. I być może przyznam im rację, w życiu nie serfowałbym po Sieci za pomocą Internet Explorera- ale na Boga - przecież mogę po prostu wybrać inną aplikację (i robię to) i nie przejmować się przeglądarką Microsoftu! A jeśli komuś się nie podoba, iż IE i WMP są integralną częścią Windowsa, to powinien wybrać inny system, a nie “kazać” Microsoftowi zmieniać zawartość swoich produktów. To paranoja!
Linux (dla przykładu Ubuntu i pochodne) również zawierają wmontowane oprogramowanie, np. OpenOffice. Czy (tfu!) Komisja Europejska będzie nakładać kary na firmę Canonical za praktyki “monopolistyczne”? To przecież zahacza o parodię. I nie ma nic do rzeczy fakt, iż OpenOffice można odinstalować jednym poleceniem w konsoli. Bo jaka jest różnica pomiędzy nieużywanym zainstalowanym oprogramowaniem, a nieużywanym niezainstalowanym oprogramowaniem? Świadomość niemożności usunięcia? A może miejsce na dysku? W takim razie, jeśli komuś sie to nie podoba, powinien po prostu zmienić system, odwrócić się do MS plecami.
Abstrahuję już od sytuacji, w której przodowi malkontenci zrzędzą na temat cen systemów Microsoftu (być może słusznie- ale to inna dyskusja), a jednocześnie popierają 500mln kary. Swoją drogą nie powinno mnie to dziwić, gdyż ciemnota ludzka jest dosyć nieograniczona… Jak- drodzy malkontenci- mają te systemy jakkolwiek stanieć, jeżeli jesteście za przyznaniem półmiliardowego mandatu? Myślicie, że firma założona przez Billa Gatesa otworzy swój skarbiec i odliczy złoto, które wyśle do (tfu!) Brukseli? Otóż nie, panowie pseudorealiści. Będzie to jedynie skutkowało dłuższym utrzymaniem poziomu cen Windowsów i innych produktów. W najgorszym wypadku podrożeją niektóre opcje, albo ulegną zmianie “zbyt korzystne” dla użytkowników warunki kupna licencji OEM. Nie martwcie się. Oni znajdą na to sposób. Firma musi zarabiać.
Jeśli chcielibyśmy być konsekwentni, to pasek zadań i przycisk start również są integralną częścią Windowsa. Jest to rażący przykład ignorancji (tfu!) europejskiej konkurencji? Gnębienie firm, które również produkują paski zadań- być może lepsze- ale nie mogą się wybić, bo zły Microsoft integruje ten element ze swoim systemem? Jak już raz wspomniałem- PARANOJA. Idąc dalej tym tropem moglibyśmy oskarżyć korporację z Redmond o wszystko co jest zintegrowane z systemem. No bo przecież ktoś może chce skonstruować własny schowek, własny kosz, własną zawartość “Mojego Komputera”, a nawet własny manager okien, choćby zmodyfikowane KDE… co firma Gatesa mu uniemożliwia, gdyż zawiera te elementy w swoim produkcie. Powtórzę: paranoja!
Wtrącanie się zgniłych socjalczerwonych komisji w sprawy PRYWATNEJ firmy zawsze koniec końców policzkuje użytkownika końcowego. Czemuż? Weźmy na przykład Intela. Wypuścił bardzo dobre, bardzo szybkie i wydajne Core2 Duo. Zdobyły na tyle uznania, iż Intel z miłą chęcią spuściłby z ceny na tyle, aby przyciągnąć do swojego nowego procesora jak najwięcej ludzi.
Takie byłoby normalne następstwo wolnego rynku. Niestety nie może, bo jakaś amerykańska komisja nie zgodziła się na obniżkę, ponieważ- uwaga uwaga- mogłoby to zaszkodzić konkurencji. Argumentacja: po spadku cen Core2 Duo firma AMD prawdopodobnie wypadłaby z rynku.
Koniec końców mamy drogie, acz dobre procesory Intela. Oraz średnie, ale tanie AMD. Za cenę po której aktualnie kupujemy przeciętniaki w stylu Athlona64 moglibyśmy spokojnie kupić Core2 Duo. I takie jest właśnie prawo rynku; ten kto wymyśli lepszy produkt za mniejsze pieniądze wygrywa. Sztuczna regulacja zawsze doprowadza do gorszego stanu rzeczy.
Prawem wolnego rynku, Microsoft może ogłosić, iż od nowej wersji Windows wszelkie instalacje oprogramowania nie pochodzące od MS będą zablokowane. I właściwie gdzie tu prawny błąd? To ich system, ich produkt, jeśli podejmują decyzję, iż nagle przybiera taki a taki kształt, to my jako konsumenci możemy jedynie zaaprobować to i kupić, albo wybrać alternatywę. Swoją drogą, jeżeli naprawdę w życie weszłyby takie praktyki, to Windows by upadł. Czemu? Ponieważ wszystkie firmy nagle zaczęłyby masowo promować i wspierać Linuksa na wręcz niewyobrażalną skalę.
Nawet łagodząc wersje wydarzeń, musimy liczyć się z tym, iż w korporacje zawiązują syndykaty i niepisane przyjaźnie między sobą. Jeżeli Microsoft nadepnąłby którejś na odcisk, to naraziłby się również reszcie. Przykładowo zapowiedź niemożności uruchomienia konkurencyjnego formatu PDF doprowadziłoby do otwartej wojny z Adobe, w skutek czego przestałyby się ukazywać jej programy w wersji na Windowsa, a odtwarzacz flasha byłby wydawany tylko na linuksy.
Dopuszczenie konkurencji do swojego systemu firmie z Redmond po prostu sie opłaca. A to, że IE jest integralną częścią ich systemu, którego nie da się zainstalować- no cóż… Jeśli to wada, której ktoś nie może ścierpieć, wystarczy zmienić oprogramowanie. Co mądrzejsi po prostu wgrają Firefoksa i Winampa i przestaną zawracać sobie głowę takimi małostkami.
Gry na Linuksa
Spis gier na linuksa, opatrzonych krótkim, rzeczowym opisem.
Nie ma co się dłużej rozwodzić, zapraszam do przeczytania postu na weblogu Marduka.
Petycja NoOOXML
Pod tym adresem możecie podpisać petycję przeciwko standaryzacji formatu OOXML, stworzonego przez Microsoft.
I nie jest jedynie zachęta do mściwej zemsty na “Micro$$$hit”, bo formaty tego producenta nie są zawsze takie beznadziejne (vide HD Photo)- nie mniej jednak OOXML to oddzielny przypadek. Mamy już standard zapisu dokumentów, umożliwiający pełną wolność swobodę i zgodność z formatem zapisu XML. Każdy może napisać program do jego odczytu bez obawy o “niespodziewane” efekty przy wyglądzie dokumentu, czy zagrożenia pozwami patentowymi. Jest nim ODF.
Więc po co standaryzować na równi z tak dobrym formatem, OOXML od Microsoftu, który żadnych z w/w założeń nie spełnia?
Poniżej punkty przeciwko standaryzacji tego formatu wziętych z petycji http://www.noooxml.org/petition-pl
- Istnieje już standard ISO26300, Open Document Format (ODF): podwójne standardy zwiększają koszty, niepewność i zamieszanie w przemyśle, rządzie i wśród obywateli;
- Nie ma działającej implementacji specyfikacji OOXML mogącej udowodnić skuteczność tego standardu: Microsoft Office 2007 wytwarza specjalną wersję OOXMLa, nie pliki w formacie zgodnym ze specyfikacją OOXML;
- W specyfikacji brakuje części informacji, na przykład w jaki sposób powinno działać autoSpaceLikeWord95 lub useWord97LineBreakRules;
- Ponad 10% przykładów wymienionych w specyfikacji jest niezgodnych ze standardem XML;
- Nie ma gwarancji, że ktokolwiek może napisać oprogramowania które w pełni lub częściowo implementuje specyfikację OOXML bez ryzyka naruszenia patentu lub konieczności poniesienia patentowych opłat licencyjnych na rzecz Microsoftu;
- Propozycja standardu jest niezgodna z innymi standardami ISO, takimi jak ISO 8601 (Zapis czasu i daty), ISO 639 (Kody języków) i ISO/IEC 10118-3 (Skrót kryptograficzny);
- W formacie zapisu arkuszu kalkulacyjnego jest błąd uniemożliwiający wprowadzenie dat przed rokiem 1900: takie błędy występują zarówno w specyfikacji OOXML, jak i w oprogramowaniu takim jak Microsoft Excel 2000, XP, 2003 i 2007.
- Propozycja standardu nie została przygotowana w sposób łączący doświadczenie i wiedzę wszystkich zainteresowanych stron (takich jak producenci, sprzedawcy, kupujący, użytkownicy i urzędy regulujące), lecz tylko przez Microsoft.
Swoją drogą w podpisach bardzo, ale to bardzo wyróżniają się Polacy. To duma wiedząc, że mamy aż tylu świadomych, chętnych do działania w słusznej sprawie rodaków :).
Compiz Fusion- wrażenia
Trójwymiarowy pulpit; coś co wg. zatwardziałych linuksowców spędza sen z oczu użytkownikom Windows Vista, którzy skazani są na nędzne pseudo-trójwymiarowe efekty zaimplementowane przez Microsoft. Używałem wcześniej Beryla, lecz Compiz Fusion i tak zrobił na mnie wrażenie. Ale tylko pierwsze. Potem było raczej gorzej…
Środowisko pracy 3D jest na swój sposób użyteczne. Szczególnie do gustu przypadła mi kostka i cztery niezależne pulpity, które można wykorzystywać wedle uznania. Na przykład na jednym przeglądamy internet, na drugim piszemy projekty w C++, na trzecim mamy cały czas uruchomionego PIMa, a na czwartym czuwa w trybie pełnoekranowym odtwarzacz multimedialny.
Nie ma mowy o zgubieniu się. Wystarczy najechać kursorem na prawy górny róg ekranu, a wszystkie okienka pięknie nam się wyskalują na ekranie; wystarczy jeden klik, aby kostka obróciła się odpowiednio, oraz wskazany program “wypłynął” na powierzchnię.
Przeglądanie uruchomionych aplikacji za pomocą “ALT+TAB” też nabiera nowego koloru kiedy pokazuje nam się trójwymiarowy folder, z którego wychodzą karty- skalowane okna.
Do przyjemnych, acz mniej użytecznych funkcji należy rozciąganie okien, przezroczystości, płynne przekładanie pomiędzy pulpitami, ładne cienie, obrazowe animacje najprostszych czynności jak minimalizowanie/maksymalizowanie, płynne pojawianie na ekranie itp. Jednym słowem; wielkie eye-candy. No i linux rulz.
A teraz godzinka prawdy. Compiz Fusion to na tę chwilę wersja MOCNO testowa i póki twórcy nie zoptymalizują kodu na tyle, że będzie można używać środowiska 3D na równi ze starym, dwuwymiarowym- nie widzę sensu w instalacji.
Powodów jest kilka. Ale główny jeden; wydajność. Nie ma co ukrywać tego, iż Compiz Fusion po prostu spowalnia pracę systemu. Na początku maskuje to bardzo dobrze pierwsze wrażenie, “achy i ochy”, ale naprawdę znaczny przyrost prędkości czuje się dopiero po usunięciu Compiza z dysku.
Posiadam wcale nie najgorszą kartę graficzną, bo jest to Galaxy GeForce 7300GT 128MB DDR3. Model jest fabrycznie podkręcony, na rdzeniu siedzi cooler Zalman, a na wszystkich kostkach pamięci radiatory również tej firmy.
Na moim sprzęcie (Athlon64 3200+, 1024MB DDR2 Kingston 667mhz) mogę bez problemu grać w Obliviona, i to wcale nie na najniższych detalach, bo np. z włączonym antyaliasingiem oraz efektami wody.
Zatem karta, która udźwignie Obliviona z takimi graficznymi bajerkami, nie jest w stanie sobie poradzić z trójwymiarowym pulpitem…?
Duże rozczarowanie. Zwłaszcza, że np. podczas rotacji sześcianu wskaźnik wykorzystania procesora wzrasta do ok 50%. Czyżby zatem CF do obliczeń zmuszał jednostkę główną, a nie graficzną? A miało być odwrotnie.
Kolejnym względnie denerwującym problemem jest przewijanie większych powierzchni, co drażni przede wszystkim w Firefoksie. Mówiąc prościej; firefox po prostu skanuje strony zamiast przewijać. I nawet wyłączenie globalnego panga, czy uruchomienie compiza z parametrem –loose-binding wiele nie pomaga.
Nie piszę tego wszystkiego aby zniechęcić kogokolwiek do Compiz Fusion. Wręcz przeciwnie; zainstalujcie i przekonajcie się jakie możliwości osiągniecie przy dodaniu środowisku pracy kolejnego wymiaru. Pamiętać należy jedynie, że wydajność leci na łeb na szyję. Co prawda u mnie nie było tego odczuć nachalnie podczas normalnej pracy; ot, raz na jakiś czas gubiło parę klatek. Nie mniej jednak po deinstalacji Compiza, system nabrał “kopa”. I za poprzednim stanem nie tęsknię.
Chciałbym zaznaczyć również, że polepszenie stanu rzeczy jest z pewnością również sprawą konfiguracji. Przecież można powyłączać połowę opcji, zmniejszyć odświeżanie itp. Ale czy naprawdę o to chodzi? Mimo, iż lubię babrać się w plikach konfiguracyjnych- w tym wypadku po prostu odpuściłem.
Kończąc ten wywód; Compiz Fusion to środowisko przyszłości. Niestety, na razie w dosłownym tego zdania znaczeniu. Poczekajmy na oficjalną stabilną wersję, która będzie płynnie odtwarzać okienka nie tylko na Core2Duo i GeForce z serii 8.